Patrzyła na
niego w bezruchu i próbowała się uśmiechnąć, ale na jej twarzy wymalował się
tylko niezręczny grymas. Wiedziała, że wszystko słyszał. Przyłapał ją na byciu
w stu procentach sobą. Przy nim nigdy się tak nie zachowywała. Gdy była w
pracy, nie chciała sprawiać wrażenia niedojrzałej. A nawet gdy była już po
pracy, ale wciąż spędzała z nim czas, nie pozwalała sobie wtedy na pełną
swobodę. Gdzieś w zakątkach jej głowy cały czas kręciła się myśl, że Bill nie
jest jej przyjacielem, ale jednym z pracodawców. A jak to bywa z szefem, lepiej
nie pokazywać mu się przesadnie z tej prywatnej strony. Nigdy nie wiadomo,
które zachowanie, gest lub słowo mogłoby nie przypaść mu do gustu. Wolała nie
ryzykować, by i Bill oceniał jej pracę na podstawie tego, jaka była na co
dzień. Już wiele razy mówił jej, że się polubili, ale przez cały czas
zachowywała przy nim pewien dystans. Z jednej strony bała się właśnie o to, że
zostanie poddana ocenie na tej podstawie, a z drugiej po prostu paraliżował ją
swoją obecnością tak, że nie potrafiła przy nim nawet swobodnie oddychać.
Nie miał ani
makijażu, ani zrobionej fryzury, a i tak powodował szybsze bicie jej serca.
Podobał jej się w obydwu wersjach – tej medialnej, jak i tej całkowicie
naturalnej. Jeśli byłyby jeszcze jakieś inne, najprawdopodobniej uwielbiałaby
go w każdej.
- Z kim
rozmawiałaś? – zapytał z szerokim uśmiechem i usiadł na krześle obok. Nie
spuszczał z niej oka nawet na sekundę, co zdecydowanie utrudniało jej swobodny
przepływ myśli.
- Z bratem, opowiadałam
wam niedawno trochę o nim – odparła, znów siląc się na uniesienie kącików ust w
górę. Miała ogromną nadzieję, że nie będzie miało dla niego znaczenia, jaka
jest „po godzinach”. Zresztą przecież nie zachowywała się nienormalnie. Musiał przecież
kiedyś poznać jej swobodniejszą stronę i zaakceptować ją lub nie. Nie dałaby
rady przez cały czas udawać, bo miała spędzać z nim zbyt dużo czasu, by ciągle
się kontrolować. – Pamiętasz? – dodała, gdy nadal jedynie się jej przyglądał.
- No jasne, że
pamiętam. Mówiłaś, że ma dziesięć lat i chwilami bywa naprawdę irytujący. –
Uśmiech nie schodził mu z twarzy, a głos miał podejrzanie radosne brzmienie.
Zaczynała się rozluźniać, bo wcale nie wyglądał, jakby coś mu w niej nie
pasowało.
- Tak, a to
była właśnie jedna z takich chwil. Właściwie dziesięć lat kończy dopiero za dwa
miesiące. – Nareszcie zaśmiała się naturalnie, bo jej początkowy strach wydał
jej się absurdalny i po prostu zabawny. Mogła mu wszystko swobodnie
opowiedzieć. Przecież Bill nie zwolniłby jej z powodu prywatnych rozmów z
młodszym bratem! – Zgadnij, czego zażądał na urodziny.
- Trochę
podsłuchiwałem. – Zmrużył oczy i zmarszczył nos, wiedząc, że jego zachowanie było
nieco niegrzeczne. – Jakiejś konsoli?
- Tak, zażądał
ode mnie Xboxa, rozumiesz? Xboxa. – Patrzyła na niego rozbawiona i teraz,
gdy się uspokoiła, jego wzrok nagle przestał niemalże przebijać ją na wylot.
Nagle Bill wydawał się obserwować ją wesoło i słuchać z zaciekawieniem, a nie
chcieć ją zwolnić. Tak bardzo chciała mieć tę pracę, że zaczynała mieć na tym
punkcie niezdrową obsesję, ale na szczęście obudziły się w niej resztki
rozsądku. Przecież nie robiłby tego wszystkiego, gdyby jej nie polubił. A skoro
ją polubił, co zresztą sam powiedział, to nie zwracał uwagi na takie błahostki.
Jej zdrowe myślenie chyba powróciło. Okazało się, że Bill nie parzył.
- Ja byłem
chyba w tym wieku jakiś inny. – Zaczął, a ona musiała powstrzymać się, by nie
powiedzieć, że przecież nadal jest inny. Jest intrygującym wyjątkiem pośród
wszystkich innych ludzi. - W urodziny nie chciałem żadnych prezentów.
Oczywiście, że miło było dostawać klocki Lego czy zdalnie sterowane samochody,
ale ja chciałem tylko, by spełniło się moje marzenie. Tylko tego zawsze
pragnąłem – muzyki w swoim życiu.
Bill wiele jej
już opowiedział o tym, jak ciężko pracowali z chłopakami na swój sukces.
Wiedziała, że jako zespół przeszli bardzo długą drogę, podczas której
niejednokrotnie mieli pod górkę. Nie zawsze wszystko im sprzyjało, ale nigdy
się nie poddawali, nigdy nie wątpili w swoje życiowe cele i wciąż uparcie
dążyli do ich realizacji. W jej myślach zabrzmiało to jak wyuczona
charakterystyka idealnego bohatera na lekcji literatury w liceum, ale w tym
przypadku bohaterowie istnieli rzeczywiście, a nie tylko w książce.
- Twoje
marzenie już się spełniło – zauważyła. – Co teraz chciałbyś dostać na urodziny?
Mógłbyś mi coś podpowiedzieć. – Urodziny bliźniaków zbliżały się wielkimi
krokami, bo miały być już za nieco ponad tydzień, w kolejną sobotę, a ona w
sprawie prezentu dla nich nie miała żadnego pomysłu.
- Tak naprawdę
mam już wszystko. Mam odnoszący sukcesy zespół, wspaniałych przyjaciół i
rodzinę, jestem zdrowy i szczęśliwy. To brzmi tak banalnie, ale to wszystko,
czego mi potrzeba. Poza tym, otrzymałem tak wiele, że już chyba nie powinienem
prosić o więcej.
- Nie
otrzymałeś tego, tylko ciężko na to sobie zapracowałeś.
Zamilkł na
chwilę, analizując jej słowa. Był taki opanowany i patrzył na nią tak łagodnie,
że całkowicie zapomniała, jak bardzo spięła się, gdy pojawił się w biurze.
- Chciałbym teraz tylko to wszystko zatrzymać. Chcę nadal mieć przy sobie
wszystkie ważne dla mnie osoby i móc dalej robić to, co kocham. Wiem, że to nie
są materialne rzeczy, ale ja naprawdę nie lubię takich prezentów. W zespole
nigdy nic sobie nawzajem nie dajemy. W urodziny prosimy zawsze tylko o
spełnienie marzeń, a moich marzeń nie da
się kupić. Można się jedynie przyczynić do ich spełnienia. Jeśli chcesz to
zrobić, po prostu zostań przy mnie. – Czy on właśnie powiedział jej, że była
dla niego ważna i chciał, by przy nim została? Nie zdążyła nawet się nad tym
zastanowić, bo od razu kontynuował, nie dając jej dojść do słowa, co w pewnym
sensie dało jej poczucie ulgi, bo nie miała pojęcia, co miałaby odpowiedzieć i
czy aby na pewno dobrze zinterpretowała jego słowa. – Wiedziałem, że będziesz
do nas pasowała. Widzę, że nadal się przy nas powstrzymujesz, ale naprawdę
niepotrzebnie. Chciałbym, żebyś była tutaj swobodna, żebyś była sobą. Taka, jak
przed chwilą w rozmowie z bratem.
Zawsze po jego
wypowiedzi potrzebowała chwili dla siebie, by uporządkować myśli i zastanowić
się nad tym, co chciałaby mu odpowiedzieć. Jego słowa zawsze uderzały w nią tak
mocno, że musiała trochę przeczekać, by do nich przywyknąć.
- To po prostu
dla mnie trochę niezręczna sytuacja – zaczęła swoje tłumaczenie - bo jesteśmy
praktycznie w tym samym wieku i tak naprawdę nie do końca wiedziałam, jak mam
się przy was zachowywać – wyjaśniła powoli, starając się nie nadinterpretować tego,
co powiedział. Nie było ku temu powodów. Cały czas się uśmiechał, przyglądał
jej się i mówił bardzo spokojnie. Całkowicie przyjacielsko. Tak, jakby nigdy
nie leżała w jego ramionach, a przecież leżała i to dzisiaj rano.
- W takim razie
teraz już wiesz. Bądź taka, jak podczas naszego pierwszego wyjazdu, pamiętasz?
– Zrobił krótką pauzę i czekał na jej reakcję. Kiwnęła głową, posyłając mu
uśmiech. Oczywiście, że pamiętała. I to aż za dobrze, bo był to ten wieczór, gdy
przyszła do niego do pokoju, bo zapomniała kosmetyków, ale jemu
najprawdopodobniej chodziło o te kilka godzin, które spędziła w restauracji w
towarzystwie ich czterech. Oprócz jednego maila, krótkiej wymiany zdań w
samochodzie i malutkiego incydentu w łazience, więcej nie wrócili już do tego,
co się później między nimi w tym pokoju wydarzyło. O ile w ogóle coś się
wydarzyło. – Siedzieliśmy wtedy w piątkę i świetnie się dogadywaliśmy, bo
przestałaś się krępować. Naprawdę nie chcę, żebyś się tu ograniczała. Nie
musisz przy mnie zachowywać tego służbowego dystansu, nie mam zamiaru oceniać całej
twojej pracy na podstawie osobowości.
Ponownie
odczekała chwilę, zanim znów się odezwała. Przy nim musiała analizować wszystko
trzy razy, jakby to do niej nie docierało, chociaż podejrzewała, że jeszcze
trochę i do tego przywyknie. Jeszcze tylko trochę.
- Dziękuję i
cieszę się, że mi to mówisz. Wiesz, zazwyczaj zbytnie przyjaźnie z szefem nie
kończą się dobrze.
Zauważyła, że
gdy przestała wyolbrzymiać jego zachowanie, jej serce się uspokoiło, a ona
znacznie się rozluźniła. Jego wzrok przestał być taki przenikliwy, a uśmiech
znaczący. Był jedynie wciąż oszałamiający i zapierający dech w piersiach. Ale
już nie wymowny. Czyżby sobie to wszystko po prostu ubzdurała? Przypomniała
sobie jego słowa podczas ostatniego wywiadu. „Nie łączy nas nic prócz miłej pracy”. Bo przecież tak naprawdę nie
łączyło!
- Nie w tym
przypadku. Chcemy, żeby w ekipie panowała naprawdę przyjazna atmosfera i nikt
nikogo nie chce ograniczać. Obiecujesz, że się trochę rozluźnisz?
- Obiecuję.
Wiedziała, że i
tak nie da rady zachowywać się w stu procentach swobodnie, ale i doskonale
zdawała sobie sprawę, że on tak naprawdę wcale tego nie chciał. Pamiętała, jak
mówił, że szukał profesjonalnej dziewczyny, której nie będzie się podobał lub
która nie będzie miała żadnego interesu w znajomości z nim. Gdyby Ashley
zachowywała się normalnie, nie spełniałaby tych warunków. Gdyby nie łączyła ich
ta zawodowa więź, to w momentach, w których Bill dawał jej niejednoznaczne
sygnały, odważyłaby się na więcej. Pociągnęłaby to dalej i rozwinęłaby sytuację
– i wtedy miałaby wszystko czarno na białym. Ale wtedy nie miałaby nic do
stracenia. Natomiast w jej obecnym położeniu na szali ważyły się jej przyszłe
losy. Nie miała pojęcia, czy odwzajemniał jej zainteresowanie i nawet nie mogła
z nim o tym porozmawiać. Bo co, jeśli nie? Gdyby wyszło na jaw, że się jej
podobał, mógłby ją zwolnić. Biorąc pod uwagę tylko niektóre z jego zachowań, można
było podejrzewać, że jest nią zainteresowany, ale gdy dołączało się do tego te wszystkie
oczekiwania wobec pracownika… Kompletnie nie było wiadomo, o co mu chodzi.
W odpowiedzi
uśmiechnął się, a następnie błyskawicznie zszedł z tego tematu. Kaulitzowie
byli w tym zdecydowanie nie do przebicia.
- Co tam masz?
– Nachylił się w jej stronę, a do jej nozdrzy znów dotarł jego zapach. Nic z
tego. Nadal wywoływał w niej tak silne emocje, że napięła wszystkie mięśnie i
czekała, aż się do niego przyzwyczai. Praca z kimś takim jak on powinna być
niedopuszczalna, chociaż aktualnie była tutaj bardziej towarzysko niż w pracy.
Nie malowała nikogo ani wczoraj, ani dzisiaj.
Całkowicie
zapomniała, że trzymała w dłoniach kartkę z rozpiską utworów na koncerty.
Zaciskała na niej palce tak mocno, że po bokach była już cała wygnieciona.
- Boże,
przepraszam, pogniotłam ją – odezwała się po chwili. – Chciałam tylko rzucić na
to okiem.
- W porządku,
ale nadal nie widzę, co to jest. – Uśmiechnął się i nachylił jeszcze bardziej.
Dlaczego był taki niecierpliwy i nie mógł po prostu siedzieć na miejscu i
czekać, aż sama mu odpowie?
- To, jak się
domyślam, gotowa lista utworów na koncerty? – Pokazała mu papier z odległości
około metra. Cudem udało jej się nie ulec temu zapachowi. Tak nie mogło być,
musiała nauczyć się samokontroli. Jak miałaby zachowywać się przy nim
naturalnie, gdy tak na nią oddziaływał? Te kilka dni mieszkania u niego w domu mogło
być dobrą okazją do przyzwyczajenia się do niego, chociaż póki co nie
wiedziała, czy to w ogóle jest możliwe.
- Wstępna.
Udało nam się wczoraj z chłopakami dojść do jako-takiego porozumienia. Co o tym
myślisz?
- A co mogę o
tym myśleć? – Zaśmiała się, bo pytał ją, jakby była w tym ekspertem. - Nie znam
się na tym, ale cieszą mnie piosenki z poprzedniego albumu.
- Przekazałem
chłopakom twój pomysł, trochę pomarudzili, ale ostatecznie stwierdzili, że mam
rację. Nie wiem jeszcze, jak zareagują nasi szanowni menagerowie, ale już ja
ich przekonam, jestem mistrzem argumentacji.
Zdążyła już to
zauważyć. Wczoraj wymyślił już chyba wszystko, by tylko sprowadzić ją do
siebie. Zamiast skupić się na tym, co przed sekundą powiedział i odpowiednio
zareagować, ona znów zaczęła analizować jego zachowanie. Przez cały ten czas od
poniedziałkowego wywiadu, w którym powiedział, że nic ich nie łączy, nie
dopuszczała już do siebie myśli, że jednak mogłoby. A wręcz wypierała ją,
wmawiając sobie, że to przecież niemożliwe, ale gdy odsunęła na bok wszystkie
swoje wewnętrzne odczucia i spojrzała na swoją relację z nim z boku, coś
zdecydowanie było na rzeczy. Od pierwszego dnia praktycznie cały czas był przy
niej. Z nikim innym nie przebywała sam na sam tyle co z nim i z nikim innym
tyle nie rozmawiała. I tych kilka szczególnych momentów... Jego wizyta u niej w
mieszkaniu. Jego wzrok w hamburskim Radisson Blu. Jego e-mail. Jego towarzystwo
podczas pobytu w berlińskim Radisson Blu. Jego prośba o pomoc przy włosach.
Jego zbliżenia na minimalną odległość. Jego nadmierna troska o nią. Jego walka
o to, by zamieszkała u nich. I w końcu jego ramiona, w których spędziła całą
noc. Czy przeżyła coś podobnego z Tomem? Georgiem? Gustavem? Nie. Żaden z nich
nie miał z nią takiego kontaktu jak Bill. Nawet teraz, gdy zrobili sobie
przerwę w graniu, to on pojawił się w biurze. Patrząc na to trzeźwo, wydawało
jej się, że mogła mu się podobać. To oczywiste, że wśród innych osób, a już
zwłaszcza w wywiadzie, musiał powiedzieć, że nic ich nie łączy. Przecież nie
ogłosiłby w taki sposób, że był nią zainteresowany. Musiał wtedy w ten sposób
wybrnąć z sytuacji. Tak, biorąc pod uwagę tylko to, oczywiste było, że Kaulitz
miał co do niej jakieś zamiary. Była atrakcyjna, a on był tylko młodym,
samotnym mężczyzną… Ale z drugiej strony słyszała wszystkie jego słowa: że
cenił jej profesjonalność, że nie chciałby podobać się osobie, z którą
pracował, że mieli zachować przyjacielską relację i że należała do ich rodziny.
Gdyby chciał zrobić większy krok, miałby do tego milion okazji, ale on tylko
jakby zaczynał i nie kończył. Jakby sprawdzał jej reakcję na jego zbliżenie, by
móc ocenić, czy była odpowiednią osobą na tym stanowisku. Z jednej strony miała
Billa, który lgnął do niej w każdym możliwym momencie, a z drugiej tego
zdystansowanego, wciąż powtarzającego tekst o profesjonalizmie i przynależności
do rodziny. Jak miała wyciągnąć z tego jakieś spójne, logiczne wnioski? Nie
wiedziała już teraz, czy wypierała jego zainteresowanie jej osobą, czy wręcz
przeciwnie, wmawiała je sobie.
Myśli krążyły w
jej głowie jak szalone, więc zamilkła tylko na kilka sekund, a zdążyła
przeanalizować już ponad tydzień ich znajomości.
- Cieszę się, że będę mogła je usłyszeć na
żywo.
Bill zdążył
jedynie opowiedzieć jej swoje koncepcje co do koncertowej aranżacji piosenek, a
ich krótką rozmowę przerwała Silke, niosąc na tacy dwa kubki herbaty i wafelki.
Ashley zaczynała się obawiać, bo jak miało tak dalej pójść, to podczas pracy z
Tokio Hotel mogła porządnie przytyć. Zazwyczaj w sklepie potrafiła się
kontrolować i nie kupowała sobie
ogromnych zapasów słodyczy, ale nigdy nie umiała ich odmówić, gdy miała je już
przed nosem, a w tym towarzystwie niezdrowe przekąski proponowano jej niemal
codziennie. Czarnowłosy na widok kobiety jakby przypomniał sobie, że powinien
być na próbie i zamienił z nią kilka zdań dotyczących bardziej formalnych
spraw, w które Ashley nie chciała wnikać, po czym szybko wrócił do kolegów.
Uciekł tak prędko, że niemal nie zarejestrowała jego zniknięcia.
Silke pokazała
jej kilkanaście ofert wynajmu mieszkań, które wczoraj znalazła, trzymając się
mniej-więcej wytycznych. Mieszkanie według kryteriów Ashley nie mogło być zbyt
duże i zbyt drogie. Według kryteriów Billa – musiało być w stosunkowo bliskim
sąsiedztwie jego domu, bo w razie pilnej potrzeby umalowania go, mogłaby być u
niego jeszcze szybciej. Kolejny niejednoznaczny sygnał do kolekcji billowych
zachowań, o których można było rozmyślać. Czy rzeczywiście chodziło mu tylko o
pracę, czy także o tę prywatną bliskość?
Znalezienie
takiego lokalu było sporym wyzwaniem, bo Kaulitzowie mieszkali na obrzeżach
miasta, w pobliżu nowopowstałych osiedli, a mieszkania w nowym budownictwie
były tu droższe niż w pozostałych dzielnicach. Wynikało to po pierwsze z samego
faktu, że bloki były dopiero niedawno postawione, a po drugie mieszkania były
duże, nastawione raczej na rodziny, a nie na samotną nastolatkę. Biorąc jednak
pod uwagę, że jej przyszłe zarobki miałby być znacznie wyższe niż dotychczas,
mogła pozwolić sobie na coś większego.
Spośród
kilkunastu mieszkań spodobały jej się tylko cztery, które zdecydowała się
obejrzeć. Silke była dla niej w tym momencie ogromnym odciążeniem. Ta kobieta
potrafiła załatwić wszystko i w przeciągu kilku minut ustaliła z właścicielami
terminy oględzin lokali. Jeden mogły zobaczyć już dzisiaj o siedemnastej
trzydzieści, a pozostałe trzy jutrzejszego dnia. Ponadto poinformowała kobietę,
od której Ashley od prawie pół roku wynajmowała mieszkanie, że muszą rozwiązać
umowę. Na szczęście starsza pani Häger okazała wyrozumiałość i nie robiła
żadnych problemów – prawdopodobnie dlatego, że Ashley była lokatorką, która
nigdy nie sprawiała jej kłopotów, nie zalegała z opłatami i dbała o te
trzydzieści metrów kwadratowych jak o własne.
Nie licząc
wspólnego obiadu, który został im dostarczony pod same drzwi studia, Ashley całe
popołudnie spędziła przyglądając się pracy Silke w jej biurze. Kobieta
zajmowała się wszystkimi dokumentami zespołu i całą organizacją kontaktów
służbowych z menagerami, producentami, wytwórnią, reżyserami… – krótko mówiąc,
ze wszystkimi. Po załatwieniu sprawy z mieszkaniem dla Ashley, Silke wykonała
mnóstwo telefonów związanych z nagrywaniem teledysku w najbliższą sobotę. To ona
kontaktowała się z reżyserem, ekipą nagrywającą, statystami, organizowała
transport, a nawet ona rezerwowała dla wszystkich miejsca w berlińskim Radisson
Blu. Była ogromnym centrum dowodzenia zamkniętym w małej, niepozornej osobie. Była
kolejną idealnie dopasowaną do całej ekipy postacią. Jak już Ashley zdążyła
zauważyć, zespół otaczał się osobami około czterdziestego roku życia i powyżej.
I tak też było w tym przypadku, bo kobieta wyglądała na około czterdzieści pięć
lat, a mimo to, tak samo jak pozostali, była wesoła i rozluźniona, ale także
świetnie zorganizowana i odpowiedzialna. Tokio Hotel nie dobierali sobie
przypadkowych ludzi. Każdy ich pracownik był zdecydowanie najlepszą osobą, jaką
znaleźli na dane stanowisko i nagle dopadły ją wątpliwości, czy aby na pewno to
ona powinna zajmować miejsce ich makijażystki. Z tego co wiedziała, została
wybrana zupełnie przypadkiem, w momencie, gdy Bill nie miał żadnych innych
możliwości. Sam jej nawet pierwszego dnia powiedział, że nie wie, czy ona jest
najlepsza, ale jest wystarczająco dobra. A ona nie chciała być wystarczająco
dobra. Chciała, tak jak inni członkowie ekipy, być najlepszym wyborem z
możliwych, osobą nie do zastąpienia przez żadną inną. Chciała czuć się im
naprawdę potrzebna, wiedzieć, że bez niej ich wizerunek znacznie by ucierpiał,
a na razie bardziej sprawdzała się jako kucharka czy pomoc przy organizacji niż
makijażystka.
Chyba znowu
zaczęła niepotrzebnie zbyt dużo myśleć. A to wszystko przy dobiegających ją
dźwiękach ich muzyki i jego głosu.
Nie potrafił do
końca wczuć się w próbę, gdy wiedział, że ona była w tym samym budynku co on. Ale
gdy pojechała z Tobiasem i Silke oglądać mieszkanie, śpiewał już całkowicie
automatycznie. Co chwilę zerkał na wiszący na ścianie zegar, chociaż baterie
wysiadły w nim już dobre trzy tygodnie temu, ale robił to bez żadnego
zastanawiania się. Patrzył więc odruchowo na zastygłe na tarczy wskazówki, a
następnie podświetlał ekran w telefonie, by rzeczywiście sprawdzić, ile czasu
upłynęło, odkąd wyszła. I tak na zmianę. Odruchowo zegar, a potem telefon. I w
tle jego śpiew pozbawiony emocji. Zegar. Telefon. Zegar. Telefon. Zegar.
Telefon. Było to zupełnie bezcelowe, bo choćby nie spuszczał wzroku z jednego
lub drugiego urządzenia, to i tak nie spowodowałoby, że Ashley pojawiłaby się
szybciej. Wiedział już, że nie chodziło mu o strach związany z niebezpiecznymi
fankami. To pozostało jedynie tłem dla jego myśli o tym, że potrzebował
wiedzieć, że po prostu była blisko. Gdy tylko się oddalała, od razu budził się
w nim niezrozumiały lęk, który mijał dopiero wtedy, gdy znów czuł jej obecność.
Nie mógł rozgryźć jej zachowania i nie miał w sobie na tyle odwagi, by po tak
krótkim czasie o cokolwiek ją pytać. Nie chciał jej spłoszyć i wolał podejść do
niej powoli. Wiedział, że nie była łatwą, pustą dziewczyną, którą mógłby zdobyć
kilkoma pożyczonymi od Toma tekstami. Była wrażliwa, dojrzała i doskonale
wiedziała, czego chciała. On niestety jeszcze z niej tego nie wyczytał.
Gdy dowiedział
się, że po obejrzeniu mieszkania wolała pojechać do domu, do jego domu, niż z
powrotem do studia, od tej pory interesowało go tylko zakończenie próby i jak
najszybszy powrót. Zdecydowanie zbyt długo była za daleko, ale pozostali nie
mieli zamiaru kończyć szybciej niż było to zaplanowane.
Przez cały czas
musiał zachowywać się normalnie i nie mógł nadmiernie okazywać swojego
zdenerwowania i rozkojarzenia. I o ile przed Gustavem i Georgiem jakoś udałoby
mu się to ukryć, o tyle Tom szybko wyczuł, że coś jest nie tak. I nie miał
najmniejszego zamiaru kryć się ze swoimi spostrzeżeniami.
- Bill, do
cholery, co z tobą? – krzyknął nad jego lewym uchem, wyrywając go z zamyślenia
i przerywając automatyczne odśpiewywanie przez niego piosenki. Wraz z
ucichnięciem gitary Toma i głosu Billa, ucichła także perkusja i bas. Gustav i
Georg od razu skupili swoją uwagę na bliźniakach.
- Nic, a co ma
być? – Czarnowłosy zmarszczył brwi i potrząsnął w zdenerwowaniu głową. Musiał
na szybko coś wymyślić. Nie mógł przyznać się bratu do tego, co czuł do ich
makijażystki. Pamiętał, jak nieco ponad tydzień temu Tom okazywał swoje
zainteresowanie Ashley, ale on go w porę ostudził. Przez jakiś czas wydawało mu
się, że dredowłosy odpuścił sobie tę dziewczynę już na starcie, bo –
przynajmniej do tej pory – jego interesowały tylko krótkie, przelotne
znajomości, na którą Ashley by się nie zgodziła. Od wczoraj Bill zaczął mieć
jednak wątpliwości co do tego, czy aby na pewno jego brata nic nie łączyło z
ich makijażystką. Nie miał żadnych podstaw ani namacalnych lub naocznych
dowodów na pogłębienie się ich relacji, ale mimo to w jego głowie pojawiła się
ta myśl. Przecież on nie przebywał z nią bez przerwy i Tom bez problemu mógł się
do niej zbliżyć.
- Przecież
widzę, że coś jest nie tak! Nie znam cię od wczoraj, tylko od prawie
dziewiętnastu lat!
- Nie najlepiej
się czuję – nie potrafił wymyślić nic konkretnego.
- Najgorsza
wymówka świata – odparł Tom drwiącym głosem i spojrzał na niego z
niedowierzaniem. – Nie próbuj wciskać mi kitu, bo i tak ci się to nie uda.
- Przez cały
czas jesteś nieobecny, nawet ja to zauważam – do ich rozmowy wtrącił się
Gustav, który nie pomógł w ten sposób Billowi wymyślać czegoś, w co uwierzyłby
jego bliźniak, a to i bez tego wcale nie było łatwe.
- Męczy mnie ta
sytuacja z Ashley – powiedział po chwili zastanowienia, bo wpadł na – jego
zdaniem – genialne rozwiązanie. Musiał udawać, że jej zamieszkanie u niego nie
do końca jest mu na rękę. Kto wtedy zorientowałby się, że tak naprawdę jest
zupełnie inaczej?
- Co cię męczy?
Przecież sam tak bardzo walczyłeś o to, żeby z wami zamieszkała – zauważył Georg.
– Nawet pomyślałem, że ci się spodobała i będziesz działał.
A jednak to
było widoczne. Musiał bardziej się z tym kryć. Koniecznie.
- No co ty! –
wykrzyknął kpiąco Tom. – Bill, jak to powiedział, nie wiąże się… Och, wybacz!
Nie sypia! …ze współpracownikami.
- To na cholerę
tak się o nią starałeś? – Gustav wytknął mu to, co od razu nasunęło się na myśl
i jemu samemu. Na szczęście potrafił z tego wybrnąć.
- A na cholerę
mam makijażystkę? Chyba do tego, by była na miejscu, gdy jest mi potrzebna,
tak? Co mi z pracownika kilkadziesiąt kilometrów stąd?
Wszyscy trzej spuścili
wzrok i na chwilę zamilkli w zamyśleniu, jakby to, że Ashley dla nich pracowała,
było dla nich czymś nowym.
- Przecież to
fajna dziewczyna, w czym ci przeszkadza, że sobie kilka dni u was pomieszka? –
Perkusista wyglądał na poddenerwowanego jego słowami. No bo w końcu jak można
by było nie lubić Ashley? Jak ona mogłaby komukolwiek przeszkadzać?
- Tak się
wydaje, dopóki rzeczywiście ktoś praktycznie obcy nie śpi na twojej kanapie,
korzysta z twojej łazienki, je w twojej kuchni… Musisz poświęcać komuś z
uprzejmości czas, podczas gdy wolałbyś robić coś innego i nie możesz czuć się
swobodnie w swoim domu.
- Nie wiem o co
ci chodzi, mnie ona w niczym nie przeszkadza. – Dredowłosy spojrzał na niego
mocno zdziwiony.
- Daj spokój,
Tom. Nie od dzisiaj wiadomo, że Bill ma problemy w kontaktach z ludźmi, a już
zwłaszcza z dziewczynami.
Docinek Georga
spowodował wybuch śmiechu u całej trójki. Bill jedynie uśmiechnął się pod
nosem. Tak, niech dokładnie tak myślą.
W drodze
powrotnej Tom znów rozpoczął temat, który w studiu urwał się po odzywce
basisty.
- Myślałem, że
ją lubisz – zaczął, nie wymawiając nawet jej imienia, ale nie było to w tej
sytuacji potrzebne.
- Nie o to
chodzi – odparł natychmiast. – Pewnie, że ją lubię, to miła, skromna i urocza
dziewczyna.
- Nie rozumiem.
To w czym ci przeszkadza?
- Tu w ogóle
nie chodzi o nią, tylko o mnie i o moje, jak to powiedział Georg, kontakty z
ludźmi. Lubię ją, miło spędza mi się z nią czas i właściwie chętnie to robię, ale
mam problem z tym, że u nas w domu jest ktoś, przy kim nie do końca mogę czuć
się swobodnie. Z tym, że jak wstałem rano, nie mogłem zejść na dół w samych
gaciach, tylko musiałem najpierw coś na siebie założyć.
Kłamał jak z
nut, ale to w tej sytuacji wydawało mu się najlepszym rozwiązaniem. Kłamał
nawet podwójnie, bo ani nie spał dzisiaj w swojej sypialni, ani w żadnym
stopniu nie przeszkadzała mu jej obecność w domu. Tom o niczym nie wiedział i
na razie nie miał się dowiedzieć. Po pierwsze, Bill cały czas miał na uwadze
to, że ją i dredowłosego mogło zacząć coś łączyć - brał pod uwagę każdą
możliwość. A po drugie, nawet jeśli ta dwójka nie była sobą zainteresowana, Tom
i tak nie zrozumiałby tego, co czuł Bill. On sam jeszcze tego nie rozumiał i
bał się tego. Pierwszy raz tak bardzo potrzebował czyjejś obecności i po raz
pierwszy tak dobrze czuł się w czyimś towarzystwie. Tak lekko i spokojnie. Po
raz pierwszy ktoś aż tak mu się podobał.
- Pragnę ci
uświadomić, że w najbliższych miesiącach będziemy żyć z tą dziewczyną. Jedziemy
z nią w trasę, a tam będziemy z nią prawie bez przerwy. Musisz się do tego
przyzwyczaić.
- Wiem, Tom, ja
to wszystko wiem, ale nic na to nie poradzę. Po prostu potrzebuję trochę czasu,
okej? Jeśli będę dziwnie się zachowywał, to właśnie z tego powodu.
- Powinieneś
wyluzować. Zawsze musisz wszystko tak przeżywać, jakby w twoim życiu
następowała jakaś poważna rewolucja.
Rzecz w tym, że
teraz to była rewolucja. Przecież pierwsza miłość, na dodatek od pierwszego
spojrzenia, nie zdarza się w życiu zbyt często.
Czuł się
okropnie, tak okłamując własnego bliźniaka, ale nie mógł mu teraz o tym
powiedzieć. Po prostu nie mógł.
Ach, w końcu doczekałyśmy się rozwinięcia świetnie urwanego wątku Billa i zamkniętych drzwi! Jest dość późno, a ja nie myślę już racjonalnie, więc powiem tylko, że cieszę się bardzo, że wróciłaś i że zaserwowałaś nam taki piękny odcinek. W ogóle zastanawia mnie, skąd Bill jest pewien tego, że Ashley nie interesują przelotne znajomości, haha, ale pogdybam sobie o tym przed zaśnięciem. Oczywiście nie podoba mi się to, że tak ładnie przychodzi mu kłamanie, ale co zrobić? Zakochał się bidulek i nie wie, co robi. A Ashley... no cóż, stara się zmienić w profesjonalistkę i coś jej nie wychodzi. Ogarnij się dziewczyno zanim będzie jeszcze gorzej! :D
OdpowiedzUsuńDobra, idę spać, a Tobie, hm... Millie ^^, życzę weny, choć ona to Ci chyba dopisuje, więc niech będzie z Tobą jak najdłużej.
Pozdrawiam!
A za tymi drzwiami zupełnie coś innego, niż wszystkie się spodziewałyście, ha :P
UsuńNo widać po zachowaniu Ash, że nie jest dziewczyną "na szybko" :D A może on po prostu sobie to wmawia, nie dopuszczając nawet myśli, że mogłoby być inaczej, skoro on jest zainteresowany na poważnie...? Lepiej nie wnikaj w to, co on myśli :P
No niestety, zależy mu tak bardzo, że aż posuwa się do kłamstw w stosunku do własnego brata, bo tak bardzo boi się, że on mu tylko przeszkodzi...
Ej, Ash jest na dobrej drodze! Przynajmniej uświadomiła już sobie, że musi coś z tym zrobić :P I dostała pozwolenie na bycie sobą w stu procentach, więc obiecuję, że troszkę się otworzy :)
Dziękuję bardzo, wena jest i też mam nadzieję, że mnie nie opuści.
W takim razie spokojnej nocy :)
I jest coś nowego, w końcu.
OdpowiedzUsuńI wg to nie wiem co powiedzieć. Naprawdę nie wiem.
Owszem podobało mi się to co dzisiaj przeczytałam ale czegoś mi tu brakowało i w sumie to nie wiem czego.
No i to by było tyle na dzisiaj. Nie jestem nawet w stanie niczego sensownego napisać.
Pozdrawiam i do następnego! :)
Ja wiem czego - tego, co miało stać się za drzwiami, ale się nie stało :P
UsuńPozdrawiam :)
Jezusie, jak mi brakowało Twojego opowiadania :-D Pochłonęłam je w sekundę! Wszyscy tak się łudzili nadzieją, że drzwi za Billem się zamkną i coś między nimi zajdzie, a tu klops! Uwielbiasz igrać z naszymi emocjami ech <3
OdpowiedzUsuńI smutno, że Bill musi kryć się ze swoimi uczuciami, skoro pierwszy raz w życiu się zakochuje. Powinien móc to wykrzyczeć, pokazać, jaką to daje mu energię i siłę! No ale wiadomo, że takie podchody do wybranki są najciekawsze i najbardziej emocjonujące, potem będzie za łatwo :-D
Dziękuję, że wreszcie dodałaś odcinek, tęskniłam za nim i za Twoim pisaniem... <3
To by do niego nie pasowało :P
UsuńAle nieźle sobie wykombinował, co? Nadal nie wiem, jak ja na to wpadłam! Może dalej swobodnie być dziwny i nikt go o nic nie będzie podejrzewał, a on będzie robił swoje, sprytnie!
A ja za Twoim rozumieniem mnie <3
O Boże, aż się ciśnie na usta: BILL, CO TY PIEPRZYSZ oO Też sobie wymyślił, idiota xD No, a jakby Ashlee jakimś głupim przypadkiem to wszystko usłyszała? Nie chcę nawet wyobrażać sobie jakby się poczuła, i co pomyślałaby o Billu! Przecież to mogłoby wydać jej się bardzo fałszywe z jego strony. Jest dla niej uprzejmy i wgl robi wszystko, aby czuła się, jak najlepiej, a tu takie coś ^^ Ale! Na szczęście jej tam nie było, więc może przestanę już to przeżywać haha xD Skupmy się na faktach. A fakty są takie, że Bill chce ją mieć! Trzeba tylko poczekać, aż się ogarnie, przestanie udawać przed całym światem, że go ona w ogóle nie interesuje pod względem sercowym :D Zresztą ze wzajemnością, bo Ash lepsza nie jest. Tyle, że ją jeszcze mogę zrozumieć! W końcu to ona jest pracownicą, więc ma prawo czuć się mniej pewnie i obawiać się swoich niespodziewanych uczuć do szefa... Ale Bill powinien być tym pewniejszym i przestać tyle rozważać nad tym, że nie chce, aby coś go łączyło z pracownikami -.- No błagam Cię Kaulitz, jaki z niej pracownik!? Przyjaźnicie się XD Pff. Weź mu to wyjaśnij xD
OdpowiedzUsuńI jeszcze jedno, jak mógł wgl sobie ubzdurać w tym swoim móżdżku, że Toma coś z nią łączy? oO Naprawdę mu już odbija przez to, że musi tak blokować swoje uczucia! To niezdrowe i niech szybko przestanie, bo jeszcze wyląduje w psychiatryku :c
Dobrze, że już wróciłaś! Odcinek, jak zawsze świetny ;) Pozdrawiam ;*
Co nie? Głupek... On wie, że musi coś zrobić, ale nie wie jeszcze, z której strony ma podejść :P Gdyby to było takie proste, to bym mu wyjaśniła wszystko już dawno xd
UsuńNiedługo tak mu siądzie na bani, że i Sakiego z nią połączy XD No biedny chłopak, zakochał się i nie wie za bardzo, co ma z tym zrobić...
Dziękuję i pozdrawiam ;*
Hej! Super odcinek! Czekam na więcej! :D Życzę weny :-)
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo ;*
UsuńDaje radę, M, co ty gadasz;p Jest bosko jak zawsze :* i będzie jeszcze bardziej! :P To ciekawe hmmm nawet jak czytam twoją twórczość po kilkanaście razy to mi się nie nudzi :D Uwielbiam ją, ich wszystkich i oczywiście ciebie za to wszystko *:* ahaha i nie mów, że ci znowu bajeruję;p
OdpowiedzUsuńSzczerze? To aż mi głupio tu pisać to co tam, nie lubię się powtarzać xD Dobra… Ash i B, takkk wiedziałam, że każdy czekał na coś innego ;D ehehehe Wreszcie Ash zaczyna wychodzić ze swojej zamyślonej skorupy, w końcu może się wyluzować i robi się spokojniej. Bill pamiętał o piosenkach na koncert, to takie słodkie, on jest słodki *:* ahahah Uwielbiam te jego argumenty, kręcenie ehehe dobrze, że Ash go nie słyszała bo byłby nie mały problem, ale własnemu bratu kłamać oj Bill ty chodzący numerze xD
To co? Teraz czekamy na następny :)
:*
Całe szczęście, że Ci się nie nudzi, moja niezastąpiona recenzentko :D Bajerujesz jak nic :P Ja Cię w sumie podziwiam, że wszystko czytasz i komentujesz podwójnie xd
UsuńHahah może powinnam była zatytułować opowiadanie: "Pokręcone umysły Ash i Billa"? XD
Ty to już czekasz na następny następny następny następny xd
;*
ahahaha aż mnie brzuch rozbolał ze śmiechu xD Ej! Nie podwójnie, czasem więcej;p eehhee o gosh xD
OdpowiedzUsuńNie! Bo nikt by nie czytał, a może? xD ahahaha
fakt xD
O matko! <3 Nowy odcinek, taki piękny! <3 Tak tęskniłam, jezu.... No niestety, za drzwiami jedynie rozmowa, cała Ty :D Lubisz nas tak męczyć :D No ale co sam Bill pomyślał; będzie działał lecz powolutku <3 Ojej za tydzień urodziny bliźniaków! Może Ash da Billowi się do siebie w końcu zbliżyć? A potem trasa! I malowanie! Bliskość! Oj coś czuję, że coraz bliżej jest ten moment <3 Sorry, że tak dużo tych serduszek, ale taka szczęśliwa jestem z nowego odcinka, że aż się wzruszyłam <3 Życzę duuużo weny i mnóstwo czasu na pisanie <333 :*
OdpowiedzUsuńUwierz, że ja też za Wami tęskniłam <3
UsuńTo nie ja Was męczę, to Bill przecież przyszedł pogadać, a nie się całować, no nie moja wina :P
Co do urodzin, to jeszcze kompletnie nie mam pomysłu co, gdzie i jak xd
Ojej <33 no weź, bez takich :D Dziękuję bardzo ;**
Popieram Ka - Bill, co ty pieprzysz?! Jakie przeszkadza? Podły kłamczuch!
OdpowiedzUsuńAle wracając do tematu. Chyba zaczynam się gubić. Nie wiem czy to przez Billa, czy to przez Ash. Jedno i drugie mąci. Odnioszę wrażenie, że Naszej Ashley to zaraz mózg eksploduje od tego analizowania, myślenia. Chyba bardziej mnie to drażni niż Greyowska Ana. Niech oni się w końcu za siebie wezmą! Zanim dojdzie ktoś inny!
Jak zawsze ja muszę protestować :D Chcę już Billa i Ash razem! :D
Tak, jestem niecierpliwa i marudzę! ^^
I mam nadzieję, że tą przerwę nam wynagrodzisz szybszym odcinkiem.
Pozdrawiam, całuję :**
Ja też popieram, co on pieprzy? :D No musiał coś wymyślić i tyle!
UsuńNo Ashley już taka jest i nic na to nie poradzę :D Taką ją myślicielkę stworzyłam. Ale przecież już się trochę rozluźniła, no. W kolejnym rozdziale też się rozluźni, chociaż nie jestem pewna czy w taki sposób jaki chcecie :D
A protestuj, ale ja i tak mam już plan napisany i za wiele nie zmienię xd
Ja właściwie nie wyobrażam sobie ich razem! Oni do siebie nie pasują :P
No wiem, że jesteś :D
Szybszym niż ten na pewno!
Buziaki :*
Eh aż mi się przykro zrobiłam, gdy czytałam co naopowiadał swoim przyjaciołom Bill. A co jeśli jakimś trafem Ash to usłyszała, jak mogła zinterepretować jego słowa? Na jego miejscu powiedziałbym prawdę, trochę ją koloryzując albo niedopowiadać ważnych momentów.
OdpowiedzUsuń