Do
restauracji przyszła pierwsza. To znaczy, byli już inni ludzie, ale ona była
pierwsza z ekipy Tokio Hotel. Zajęła miejsce przy dwuosobowym stoliku, sama nie
wiedząc, czy liczy tym sposobem na uniknięcie Billa, czy na to, że to właśnie
on się do niej dosiądzie. Zaczynała się przyzwyczajać do wybierania dań z menu,
nawet jeśli robiła to po francusku. Wiedziała, że mogłaby swobodnie mówić w
swoim ojczystym języku, bo personel był w tym kierunku dobrze wykształcony, ale
rozmowa po francusku była dla niej czymś przyjemnym, nawet jeśli nie rozumiała
dokładnie wszystkiego. Zamówiła jeden z zestawów śniadaniowych dla dwóch osób i
czekała na tę drugą osobę. Okazał się być nią David, który pojawił się w
restauracji już po chwili.
-
Czekasz na kogoś konkretnego? – zapytał i usiadł dopiero, gdy pokręciła
przecząco głową. – To dlaczego usiadłaś przy tak małym stoliku?
-
Wczoraj jadłam śniadanie tylko z Gustavem i Georgiem, bo nikt więcej się nie
pojawił, dlatego nie zajmowałam teraz największego.
Dzisiaj
jednak było zupełnie inaczej, niż wczoraj, bo po chwili pojawił się cały
zespół, a nawet ochroniarze. Byli w komplecie, chociaż siedzieli rozrzuceni po
całym tarasie.
Ona
spędziła poranek z Jostem, którego naprawdę próbowała słuchać i próbowała mu
sensownie odpowiadać, ale nie mogła skupić się na jego słowach. Usłyszała
tylko, że album w pierwszych tygodniach sprzedaży bił już rekordy, a ceny biletów odkupowanych z drugiej ręki osiągały niewyobrażalne kwoty i
najprawdopodobniej jedna trasa nie wystarczy, więc będą musieli zorganizować kolejną. Ona nie mogła myśleć o drugiej, podczas gdy nie była pewna, czy przeżyje tę pierwszą.
Starała
się nie patrzeć w jego stronę, nie chciała. Tak było jej łatwiej. I o ile
unikanie widoku jego twarzy jej się udawało, to za nic nie mogła uwolnić się od
jego rozbrzmiewającego obok głosu i donośnego śmiechu. Przez moment nawet
ubzdurała sobie, że to wszystko przez nią, bo gdy była przy nim, siedział raczej
naburmuszony, a gdy tylko przebywała w jakieś odległości od niego, stawał się
wesoły i znów mógł swobodnie się śmiać. Od razu jednak wyrzuciła tę myśl z
głowy. Miała przecież tego nie analizować. Im mniej o nim myślała, tym było
lepiej dla niej.
Przetrwała
cały dzień. Walczyła o oddech w każdej chwili, gdy znajdował się przy niej, ale
udało jej się. Dała sobie radę podczas malowania go i czesania, podczas
krótkich przejażdżek busem z jednego miejsca do drugiego i nawet podczas
kolacji, tym razem z nim i ze wszystkimi przy jednym stoliku. Zaciskała zęby i z
bólem serca udawała, że jest dla niej neutralną osobą, nikim ważnym, nikim, kto
sprawiał, że odchodziła od zmysłów. Tłumiąc wszystkie uczucia: smutek, żal,
rozczarowanie i rozgoryczenie, śmiała się i żartowała tak, jak z pozostałymi. Zrobili
sobie nawet wspólne zdjęcia, zwiedzając Paryż między kolejnymi wywiadami, ale
nie chciała na nie patrzeć. Wystarczyło jej, że od czasu do czasu Georg
naśmiewał się z fotografii, które wykonał im, gdy zasnęli oparci o siebie w
samochodzie.
Nikt
z zewnątrz nie poznałby się, że w środku przeżywała ogromną mękę nie mogąc
traktować go tak, jak podpowiadało jej serce. Wydawało jej się, że i on
przestał prowokować niezręczne sytuacje, przestał patrzeć na nią świdrującym
wzrokiem i wtrącać niejednoznaczne teksty. Choć może nareszcie to ona przestała
wyolbrzymiać jego zachowanie?
Nawet
prawie nie przejmowała się tym, że cała damska część Europy jej nienawidzi, a
groźby tak naprawdę zamiast osłabnąć, przybrały na sile. Fala krytyki ze strony
fanek była dla niej teraz niczym. Prawdziwe cierpienie przeżywała w tej chwili
z powodu niewłaściwie ulokowanych uczuć.
Przetrwała
też wieczór. Tak jak wczoraj, przyszedł do niej o późnej godzinie ze szczotką w
ręku i zapytał, czy mogłaby rozczesać jego włosy. I ona, dokładnie tak samo jak
poprzedniego wieczoru, zgodziła się bez wahania i wpuściła go do środka. Tak
samo jak wczoraj usiadł na brzegu jej łóżka, a ona tuż za nim i nie odzywali
się do siebie przez kilka minut. Znów przez kilka minut pochłaniała go całą
sobą, by nacieszyć się nim na zapas. I znów cała magiczna atmosfera znikła, gdy
tylko odsunęła się od niego. Znów wróciła do swojego obojętnego wyrazu twarzy.
Znów serce rozpadało jej się na kawałki, gdy ukrywała przed nim swoje uczucia i
widziała jego obojętne zachowanie.
Przeżyła
także kolejną samotną noc i kolejny spędzony z nim dzień. Ostatni z ich pobytu
we Francji. Przeżyła dziesięciogodzinną podróż u jego boku i przeżyła też
rozstanie, gdy przesiadała się w garażu bliźniaków do jego białego audi, ale
wydawało jej się, że dała sobie radę tylko dlatego, że jutro popołudniu miała
już znów go widzieć.
Gdy
weszła do swojego mieszkania, poczuła się, jakby miała rozdwojenie jaźni. Przez
cały wyjazd go unikała, a teraz, gdy w końcu nie bała się, że w każdej chwili mógł
przed nią stanąć, brakowało jej jego obecności.
Miała
jednak na głowie teraz poważniejsze zmartwienia niż swoją pokręconą psychikę –
musiała wybrać strój, w którym nie wyglądałaby przy chłopakach jak szara myszka
podczas jutrzejszej gali. Dobrze wiedziała, że tak naprawdę jej wygląd jutro
nie będzie miał najmniejszego znaczenia, ale musiała zająć się czymś tak
błahym, by tylko uciec od swoich skomplikowanych miłosnych problemów krążących
po jej głowie.
Przez
cały wieczór czuła się, jakby o czymś zapomniała. Pranie – wstawione, zakupy –
zrobione, torba na jutro – zapakowana i to według listy, którą sama po tych
kilku wyjazdach sporządziła. Dzisiaj dodatkowo znajdowała się na niej także
sukienka na jutrzejszą galę. Siłą rzeczy była czarna, bo nawet gdyby Ashley
miała ochotę na inny kolor, nie miała takiej w swojej ponurej szafie. Wybrała
więc czarną, krótką, gładką i dopasowaną sukienkę bez zbędnych zdobień, jedynie
z wycięciem na plecach. Nie chciała znów zakładać czarnych dżinsów i bluzki –
tak wyglądała na co dzień, a teraz przecież miała być to ważna gala. Nie
chciała też wyglądać, jakby to ona była gwiazdą, więc ograniczyła dodatki do
minimum. Śmiała się, gdy chłopcy przez połowę drogi powrotnej z Francji
przechwalali się, że zgarną wszystkie nagrody, ale tak naprawdę wiedziała, że
dokładnie tak będzie, a co więcej, że oni naprawdę na to zasługują. Byli
wspaniałymi ludźmi, którzy spełnili swoje największe marzenia dzięki swojej
ciężkiej pracy i wytrwałości. Zdecydowanie należały im się te nagrody i gdyby
mogła i była kimś ważnym, przyznałaby im jeszcze jedną od siebie.
Tak
jak obiecała, po kilku dniach milczenia spowodowanych rozładowanym telefonem,
zadzwoniła do mamy, by wszystko jej opowiedzieć. Prawie wszystko. Znów pominęła
to, co czuła do wokalisty. Rozmowa z mamą była już nieodłącznym elementem końca
każdego dnia, ale Ashley nie była jeszcze gotowa, by się zwierzać i po części
nie chciała zamartwiać mamy swoimi problemami. I choć miała też nieodebrane
połączenie od Annie, nie mogła też przemóc się, by do niej oddzwonić. Czuła, że
od razu by się wygadała, a znając Ann, lepiej, żeby nie znała zamiarów
chłopaka, w którym zakochała się jej przyjaciółka. Interwencja Annalise byłaby
nieunikniona i natychmiastowa. Ashley była więcej niż pewna, że jutro z samego
rana czerwonowłosa stałaby u jej progu i nie odpuściłaby, gdyby nie dorwała
młodszego Kaulitza w swoje ręce.
Krzątała
się po domu, cały czas myśląc o tym, co miała dzisiejszego wieczoru zrobić, ale
czego nie zrobiła. Dotarło to do niej dopiero, gdy zasypiała, leżąc w jednej z
jego koszulek, które kazał jej zatrzymać. Ona nie dość, że je zatrzymała, to
jeszcze uczyniła z jednej swoją piżamę. Tylko tyle jej po nim pozostało.
Koszulki i jedna intymna chwila podczas czesania jego włosów. To właśnie tego
dzisiaj nie zrobiła. To właśnie tego jej cały czas brakowało – ich małego,
cowieczornego rytuału.
Nie
wiedziała, czy jej serce się cieszy, czy pęka, gdy zobaczyła go następnego
popołudnia. Wysiadał z busa pod jej domem, by wpuścić ją pomiędzy siebie i
Toma. Miał nieułożone włosy schowane pod czapką, na nos założył ciemne okulary
zasłaniające mu połowę twarzy, a na dodatek miał na sobie bluzę z naciągniętym
na głowę kapturem. Nawet taki, bez swojego scenicznego wizerunku, był dla niej
idealny. Był strasznie wysoki i chudy, ale nie zakłócało to proporcji jego
sylwetki. Był perfekcyjny w każdym calu i pachniał tak samo obłędnie jak
zawsze. Miała szczęście, że już siedziała, gdy dotarło do niej, że ten chodzący
ideał jest tak blisko, że niemal trąca jej nogę kolanem, a jednocześnie tak
daleko, że nie mogła mieć go w taki sposób, w jaki chciała. Zastanawiała się,
jak długo będzie w stanie tak wytrzymać. Ile będzie potrafiła ukrywać swoją
miłość do niego, zanim zupełnie nie zwariuje. Miała go na wyciągnięcie ręki,
ale nie mogła go dotknąć. On miał ją w zasięgu słuchu, ale nie mogła nic mu
wyznać, chociaż chciała wykrzyczeć wszystko, co czuła. Nie wiedziała, jak długo
uda jej się to znosić, ale póki co musiała wytrzymać cztery godziny drogi do Köln.
Przynajmniej tyle. Nie chciała umrzeć z żalu i bezradności, siedząc tuż obok
niego. Udało jej się chyba tylko dlatego, że wszyscy byli w świetnych nastrojach
i rozbawiali ją do łez, co nie pozwalało jej o nim myśleć, mimo że był tak
blisko.
Czuła
się przy nich już całkiem swobodnie, dystans na linii wielkie gwiazdy – zwykła
dziewczyna zupełnie znikł. Spędziła z nimi tak dużo czasu w przeciągu ostatniego
miesiąca, że zdążyła się już przyzwyczaić do tego, że jest tak blisko tak
sławnych ludzi. Nie byłoby jednak między nimi tak przyjacielskiej relacji,
gdyby nie te cztery wspaniałe charaktery. Żaden z chłopaków się nie wywyższał i
nie odnosiła przy nich wrażenia, że pływają w basenach wypełnionych pieniędzmi.
Sława absolutnie nie uderzyła im do głowy, byli całkowicie normalnymi czterema
młodymi mężczyznami. Jedyne napięcie, jakie pozostało, to te między nią a
Billem, ale nie miało nic wspólnego z jego pozycją. Udawanie, że nic dla niej
nie znaczył, musiało jej nieźle wychodzić, bo nikt nie zauważył niczego
podejrzanego w jej zachowaniu, chociaż podobno płeć męska nie była dobra w
odczytywaniu kobiecych nastrojów.
Poczuła
wewnętrzną ulgę, gdy zaparkowali pod wejściem do Radisson Blu. W Paryżu ledwo
zapamiętała azjatycko brzmiącą nazwę hotelu, a w Radisson Blu czuła się już
prawie swobodnie. Powoli przyzwyczajała się już do tej sieci nowoczesnych
hoteli. Tym razem budynek nie był ani spektakularnie wysoki jak w Hamburgu, ani
nie zachwycał niczym pokroju gigantycznego akwarium w Berlinie, ale i tak jej
się podobał. Tym razem cała ósemka miała pokoje na przedostatnim piętrze.
Zauważyła, że lubili przebywać na wysokości i zawsze było to prawie ostatnie
piętro.
Nie
mieli zbyt wiele czasu do gali, a zwłaszcza nie miała go Ashley, bo oprócz
siebie musiała też wyszykować czterech chłopaków. Po zjedzeniu szybkiego obiadu
miała jedynie pół godziny dla siebie, bo o osiemnastej była już umówiona z
Billem na czesanie i malowanie. Gala rozpoczynała się o dwudziestej pierwszej.
Widział
ją niecałą godzinę temu, gdy wychodziła od niego z pokoju po wystylizowaniu
jego włosów i wykonaniu mu makijażu, a już jej mu brakowało. Miała jeszcze
umalować chłopaków, a potem przygotować samą siebie. Teraz czekał na nią i na
resztę ekipy na hotelowym korytarzu z Tomem i Gustavem. Odwracał się i
rozglądał, gdy tylko usłyszał dźwięk otwieranych drzwi, mając nadzieję, że to
ona. Doczekał się jej dopiero za czwartym razem, ale gdy tylko ją zobaczył,
stwierdził, że mógłby na taki widok czekać całą wieczność. Zmierzała w jego
stronę, ubrana w obcisłą, czarną sukienkę odsłaniającą jej nogi aż do połowy
jej ud i eksponującą jej kształty. Odebrało mu mowę. Jej długie, jasne włosy
były delikatnie pofalowane, a wszystkiego dopełniał wieczorowy makijaż.
Wyglądała przepięknie, olśniewająco, zachwycająco i nieziemsko seksownie i tak
naprawdę nie istniały przymiotniki, którymi mógłby ją opisać. Bardzo chciał
odwrócić wzrok, by nie katować się jej widokiem, ale stukot jej wysokich
obcasów nie pozwalał mu skupić się na niczym innym niż na niej.
Była
idealna. Była pierwszą dziewczyną, której mieszanka charakteru i wyglądu
odpowiadała mu w stu procentach. Nie zmieniłby w niej niczego. Jedynie jej
położenie – w jego ramionach zamiast w odległości prawie dwóch metrów od niego.
Jego
myśli przerwał głos Davida, który odezwał się jako pierwszy, gdy do nich
podeszła.
-
Pięknie wyglądasz! Patrząc teraz na moich chłopaków, to nie jestem pewien, kto
tu jest gwiazdą!
Jost
wywołał tym oczywiście poruszenie i zaczęło się komplementowanie Ashley przez
wszystkich pozostałych.
Poczuł
dziwne ukłucie zazdrości, gdy usłyszał słowa swojego menagera. Nie miał ku temu
powodów, bo David był od niej dwa razy starszy, więc o co chodziło? O to, że on
nie mógł powiedzieć jej tego samego. Nie mógł powiedzieć niby zwyczajnego „pięknie wyglądasz”, bo w jego pozycji
było to nie na miejscu. Odrzuciła jego uczucia, więc na pewno nie chciała
słuchać teraz komplementów z jego ust.
-
I co, nadal nie masz ochoty jej rozebrać? – Usłyszał ściszony głos Toma, gdy
kierowali się do samochodu. Spojrzał na brata, który przybrał cwaniacką minę.
Bill zmierzył go zabójczym wzrokiem, co od razu przywołało powagę na twarz
gitarzysty. Miał przecież pomagać mu się odciąć, a nie nakręcać go jeszcze
bardziej!
-
Lepiej nie pytaj, na co mam teraz ochotę – odparł trzęsącym się głosem, na co
Tom wybuchł głośnym śmiechem, aż wszyscy się na nich obejrzeli.
-
W końcu, Bill. Nareszcie myślisz jak mężczyzna.
Usłyszała
komplementy, a przynajmniej okrzyki zachwytu od wszystkich. Nawet Saki i Dirk przytaknęli;
nawet Gustav powiedział jej, że świetnie wygląda. Jedynie Bill milczał niczym
zaklęty i wymieniał szepty z Tomem, gdy szli do busa. A przecież miała go nie
analizować… Miała wyrzucić go ze swojej głowy i rozmawiać z nim tak, jak ze
wszystkimi pozostałymi. Żadnych uczuć.
Rozgadał
się typowo dla siebie dopiero, gdy ruszyli.
-
Dziękujemy wszystkim fanom, bez których nie byłoby nas tutaj dzisiaj.
Dziękujemy za wsparcie, które nam dajecie, dziękujemy za wasze głosy. Ta
nagroda jest tak naprawdę dla was, dziękujemy jeszcze raz i…
-
Bill, zamknij się! – wypalił rozdrażniony Tom, przerywając monolog swojego
brata. – Powtarzasz to od piętnastu minut, a i tak brzmi gównianie. Pięcioletnie
dziecko skleciłoby coś lepszego!
Aż
drgnęła słysząc podniesiony głos gitarzysty nad swoim uchem i zaśmiała się ze swojej
reakcji i z docinku Toma. Rzeczywiście przemówienie Billa nie brzmiało
najlepiej, chociaż ona głównie skupiała się na słuchaniu jego kojącego głosu
niż na samej treści.
-
No to może TY coś wymyślisz i TY wygłosisz przemówienie, jak będziemy odbierać
nagrody? – Zirytował się czarnowłosy, a jego głos od razu stał się piskliwy.
Wiedziała, że nie powinna, ale uwielbiała, gdy bliźniacy sprzeczali się ze
sobą. Był to dla niej obrazek tak samo rozczulający jak gromadka małych przewracających
się kociaków.
-
A żebyś wiedział, że wygłoszę i na pewno wyjdzie mi to lepiej bez żadnego
przygotowania niż tobie po całym dniu wymyślania dennej regułki!
-
Dlaczego zakładacie, że w ogóle cokolwiek wygracie? – Wtrąciła, chcąc im celowo
dogryźć, co wywołało wybuch śmiechu na środkowym i przednim siedzeniu.
-
Tak jest, Ashley, przytemperuj te dwie małe bestie! – Zawtórował jej David, ale
złagodniał, widząc pełne wyrzutów spojrzenia Kaulitzów. – Oj, przecież wiecie,
że mi też zależy na tych nagrodach, ale ktoś powinien utrzeć wam nosa!
-
Popieram! – Dodał Gustav, podczas gdy Georg wciąż zanosił się śmiechem,
powtarzając słowo „bestie”, które rozbawiło go najbardziej.
-
I myślicie, że ta wątła istotka sobie z nami poradzi? – Tom spojrzał na
menagera oraz perkusistę z niedowierzaniem i jednocześnie szturchnął ją
łokciem. – Prędzej Billowi broda urośnie!
-
Tak, jakby tobie rosła! Bujna niczym u Rumcajsa! – Czarny natychmiast się
odgryzł. – Pff, odezwał się!
Właściwie,
obydwoje mieli zarost, choć bardzo delikatny. Oglądała ich twarze z tak bliska,
że widziała tę minimalnie zarysowaną linię włosów, niewidoczną z normalnej
odległości. Brodą jednak nie można było tego nazwać. Byli wciąż bardzo
chłopięcy, mimo że dopiero co świętowali swoją pełnoletność. O nie, wcale nie chciała
myśleć o tym wieczorze.
Ich
sprzeczkę przerwał Saki, mówiąc, że dojeżdżają pod halę. Musiał wykonać telefon
i potrzebował do tego ciszy, a nie rozkrzyczanych bliźniaków i szaleńczego śmiechu
Georga. Wszyscy natychmiast zamilkli, zdając sobie sprawę z powagi sytuacji.
-
Saki umawia się z pozostałymi ochroniarzami, dzisiaj jeszcze kilku poznasz. –
Zesztywniała słysząc łagodny szept po swojej lewej stronie. Było lepiej, gdy
się do niej nie odzywał, bo wtedy mogła chociaż próbować wyrzucić go z głowy. Z
jego głosem na jej uchu nie była w stanie zareagować inaczej, niż tylko
wstrzymać pracę swoich płuc. Chciała stąd zniknąć i się rozpłakać, obojętnie w
jakiej kolejności. Nie, nadal nie mogła myśleć o nim neutralnie. Zbyt wiele do
niego poczuła. – Mówiłem ci, że jest ich sporo, gdy pojawiamy się gdzieś
publicznie. My z Davidem i Sakim wysiadamy na czerwonym dywanie, a ty
pojedziesz z Dirkiem zaparkować samochód i dojdziecie do nas. Pamiętaj o
kuferku i plakietce, dobrze? Masz ją, prawda?
No
dlaczego musiał zadać jej pytanie? Wolałaby nie musieć się odzywać do końca ich
współpracy.
-
Zawsze mam ją przy sobie – odparła, ale dla pewności otworzyła swoją małą,
wieczorową torebkę. – Widzisz? – Pokazała mu jej zawartość. Miała w środku
tylko wspomnianą plakietkę i telefon. Pomyślała, że gdyby tylko było to
fizycznie możliwe, sama schowałaby się do tej torebki i wcisnęłaby ją komuś w
dłoń, by poniósł ją dalej przez wieczór, bo ona chyba nie miała siły, by sama
się utrzymać.
-
Pokazuj ją jak tylko będzie trzeba, chociaż z Dirkiem raczej nikt nie będzie
robił problemów.
Już
po chwili ujrzała duży budynek hali. Podjechali prawie pod samo wejście, ale
czerwony dywan widziała tylko przez ułamek sekundy, a następnie ogłuszył ją
znajomy już pisk i oślepił blask fleszy wdzierających się do samochodu.
Zamknęła oczy i czekała tylko, aż wszyscy zamkną za sobą drzwi. Kilka długich,
głośnych sekund. Tego jeszcze nie doświadczyła. Owszem, fanki już ją
sfotografowały, ale lampy błyskowe w aparatach reporterów były znacznie gorsze
niż te w cyfrówkach i telefonach nastolatek. Zastanawiała się, jak oni mogli
iść do przodu, gdy miało się w tym momencie ochotę jedynie zasłonić oczy.
Rozejrzała
się dopiero, gdy samochód ruszył. Parking znajdował się właściwie przed
wejściem do budynku, ale najpierw trzeba było wysadzić gwiazdy, a potem
zaparkować.
Ona
i Dirk oraz dwóch dodatkowych ochroniarzy przechodząc po czerwonym dywanie, nie
wywołali już takiego szału jak zespół, ale niektóre fanki i tak rozpoznały w
nich ochroniarza i nową makijażystkę Tokio Hotel, jednak zanim informacja
zdążyła się rozprzestrzenić, oni byli już w środku budynku, gdzie fanek nie
było. Usłyszała zaledwie kilka wyzwisk skierowanych w jej stronę. Zapewne po
zobaczeniu swoich ulubieńców szukały wśród gości jej twarzy, by powiedzieć, co
o niej myślą. Bezpodstawne obelgi dziewczyn, na dodatek w większości dużo
młodszych od niej, nie robiły na niej jednak wrażenia. Ona wiedziała swoje i
szła z dumnie podniesioną głową nie zwracając uwagi na rzucane w jej stronę wyzwiska.
Gdy fanki naszły ją w domu, była przerażona, lecz na tym terenie, mając u boku
ochroniarzy, niczego się nie bała.
Nie
za bardzo wiedziała, co działo się, gdy już znaleźli się wewnątrz hali.
Podążała tylko za Dirkiem i od czasu do czasu pokazywała plakietkę. Nie miała
pojęcia, w jaki sposób po kilku minutach znów znalazła się przy chłopakach.
Dostali lożę dla specjalnych gości, tuż przed samą sceną i siedzieli w niej w
szóstkę, bez prywatnej ochrony, która miała czekać na zewnątrz głównej sali.
-
Wszystko w porządku? – zapytał Bill, krzycząc do niej. W tle leciała muzyka i
choć nie była bardzo głośna, to razem z rozmowami setek ludzi zagłuszało to
normalną rozmowę nawet z bliskiej odległości. I Ashley żałowała, że nie było tu
głośniej, bo może wtedy by go nie usłyszała i nie musiałaby znów wkładać
takiego wysiłku, by się odezwać.
-
Tak, jakoś przetrwałam – odpowiedziała i lekko się uśmiechnęła. Stała na ponad
dziesięciocentymetrowych szpilkach, więc różnica pomiędzy ich wzrostem
zmniejszyła się prawie o połowę, a na pewno jedną trzecią. Podobało jej się to,
że pomimo wysokich butów on nadal znacznie ją przewyższał. Lubiła wysokie buty
i jednocześnie lubiła czuć się malutka, a przy nim mogła mieć i jedno, i drugie.
Znowu skarciła się w myślach za to, że myślała o nim w ten sposób. Musiała się
od tego odzwyczaić, zdecydowanie.
-
Nie przejmuj się fankami. Po prostu odcinaj się od wszystkiego, co mówią osoby,
które nawet cię nie znają. – Wydawało jej się, że nadal był dla niej
podejrzanie miły. Ciągle o coś pytał i przejmował się nią, jakby... O nie,
przecież miała już go nie analizować! Od tego też musiała się odzwyczaić, bo tylko
działała przeciwko sobie.
Mruknęła,
choć on pewnie tego nie dosłyszał, ale oddalił się do Toma, a ona mogła
spokojnie usiąść.
Dopiero
po minięciu pierwszego szoku rozejrzała się po ogromnej sali, którą kojarzyła z
telewizyjnych programów rozrywkowych. Była pewna, że ten budynek zużywał w tamtej
chwili więcej energii elektrycznej, niż jej udałoby się zużyć przez całe życie.
Światła, kamery, mikrofony, telebimy, wszystko naokoło świecące i kolorowe…
Sala jednak szybko przestała ją ciekawić, bo Ashley dostrzegła, że wokół niej
znajduje się mnóstwo ważnych i sławnych osób. LaFee, Bushido, Silbermond, Christina
Stürmer i wielu innych, których znała jedynie z mediów. Dopiero gdy ich
zauważyła, zaczynało do niej docierać, że naprawdę weszła do środowiska gwiazd.
Że będąc makijażystką Tokio Hotel,
będzie spotykać tych wszystkich sławnych i wpływowych ludzi, a przynajmniej
tych zajmujących się w mniejszym lub większym stopniu tworzeniem muzyki. Miesiąc
temu, po tych dwóch przypadkowych spotkaniach z Billem na wiosnę i po
późniejszym milczeniu z jego strony, już nawet o tym nie śniła. Teraz była z
Tokio Hotel, najsławniejszym zespołem Niemiec i Europy wśród innych sławnych
ludzi. Zaczęła pojmować, że jej życie uległo zmianie o sto osiemdziesiąt stopni
i że prawdopodobnie już na zawsze w tym pozostanie. Przypomniała sobie teraz
słowa Billa, które powiedział jej, gdy zaskoczył ją wizytą w jej pierwszej
pracy – „Możesz później robić co zechcesz z tym doświadczeniem”. Wtedy jeszcze
to do niej nie przemawiało. Od zawsze o tym marzyła, ale dopiero w tej chwili
zrozumiała, że jej marzenie się spełniało. Tylko czy była na ten medialny świat
gotowa, pracując dla chłopaka, w którym się zakochała?
Jakoś tak krótko, nie uważasz?xd zdecydowanie xd myślałam, że to w tym odcinku Bill będzie chciał rzucić sie na Ash niczym spragniony ogier mrr xdd ale nie... nie ;( cóż... nie to nie xd bez ł(l)aski Bill :D w końcu nie moja strata xd i tak się znowu dziś wczułam, jak ona tam znowu między nimi w tym samochodzie.... ja wiem, że ona tam o Billu xd ale ja i tak myślałam o Tomie xd co za różnica ^^ czemu moje komentarze nie mają sensu? Ale chociaż nauczyłam sie polskie znaki robić na tablecie xd sukces. Xd podsumowując, odcinek, a nie moje sukcesy... to tak, świetny odcinek xd choć bez większych zmian NADAL XD taka niespodzianka xd pozdrawiam! Xd i serce zostawiam <3 xd
OdpowiedzUsuńMoże i krótko, ale za to jak szybko!
UsuńNie, to nie w tym, przykro mi xd Nie mają sensu, bo ja tu o Billu, a Ty tu o Tomie xd Ale to podobno te same geny, więc tak, co za różnica! XD
Ej gratulacje! Mi też zajęło to kilka dni!
Jak ja Ci w końcu zmiany wprowadzę, to nie będziesz wiedziała co ze sobą zrobić :P
ja potrójne <333
Hahaha, jak to zabrzmiało xD No może i nie będę wiedziała, czasem nawet i bez tych zmian nie wiem xd A ja o Tomie myślałam, tylko w jednym momencie akurat xD Wyobraźnia sama ponosi co ja poradzę xD
UsuńI jakby nie patrzeć, mi też zajęło to kilka dni xD Ale dziękuję <3
Hahah xd Bo Ty pewnie liczysz na to że Ash z Tomem będzie i zacznę się rozpisywać o jego pięknie ^^
UsuńNo wiem, że kilka, bo ostatnio pisałaś że jeszcze nie ogarniasz XD
Ej, nie liczę xD Nie widzę Ash u boku Toma xD A o jego pięknie i tak możesz się rozpisywać <33 Zresztą... Czy tu trzeba coś mówić? Wystarczy spojrzeć! *.*
UsuńSłodko, że się nasz Bill nadal o nią troszczy. Mam nadzieję, że się Ashley wygada Ann, skoro miało by to tak cudowny skutek :D Wtedy by się wszystko wyjaśniło i w ogóle <3 Biedni, tak cierpią :<
OdpowiedzUsuńNo jak mógłby przestać? <3
UsuńMają to, w co sami się wpakowali przez swoje niedomówienia :(
Uwielbiam ich po prostu ahaha no kocham, oboje się męczą, ale niiieeee po co porozmawiać. Dzieciaki :D ok to czekam na next i serio mam nadzieję, że już wkrótce coś się zacznie wyjaśniać :)
OdpowiedzUsuńPytanka dwa bo tak mnie naszło wczoraj w nocy jak leżałam: będzie w opowiadaniu motyw jak Bill robi tatuaż na 18stke i jego operacja? ^^ (ciekawska Dżoana)
paaa <3 i dzięki, że tak szybko dodajesz newsy, kocham to <3
No oczywiście, że zacznie :D
UsuńCo do tatuażu, to chciałam go w pewnym momencie gdzieś wcisnąć, ale stwierdziłam, że jednak Bill nie ma czasu xd Gdyby miał teraz jakiś sobie zrobić, to zrobiłby Ashley89, wiec sobie darujmy XDDD
A no i operacja też była w planach i właściwie nadal jest tylko w planach. Zależy, jak daleko dotrę.
Proszę, proszę <3
Haha no tak :D oo to fajnie, bo pomimo że to bardzo smutny temat to myślę, ż ważny :) I mam nadzieję, że dobrniesz bo chyba tak szybko się to opo nie skończy? Bo jest suuuuuper :D
UsuńEeee... yyy no.... tak. xd
Usuńhahha Tom skwitował braciszka ;D Bill też ciołek jeden siedzi cicho i nie powie, że Ash ładnie wygląda xD hahah Co za faceci heh. Nie powie, bo nie może haha Ależ oni są pokręceni ;D O tak Tom, czeka cię faza rumcajsa, powoli się szykuj! hahaa xD Gosh nie mogę doczekać się następnego odcinka ;DD
OdpowiedzUsuńEj bo się zagubiłam, mam za dużo Len XD
UsuńTom to jest agent, a Bill go chyba tym porównaniem do Rumcajsa zainspirował :DD
To ja przecież! :P Uhh chyba muszę nick zmienić na jeszcze inny xD
UsuńJeszcze niech B się zapuści i w ogóle będzie cudownie xD hahah
Jakie Bill ma pokręcona zasady, nie powiem, bo to byłoby niestosowne. Boshe, jak ja ich nie ogarniam. Wszystko muszą psuć, Tom przynajmniej nadal pozostaje sobą. Szepty za plecami dziewczyny nie są dobrym rozwiązaniem. A broda Toma, oj tak musiał się do czegoś upodobnić. Ja bym stanęła murem za Ash, ale jak widać wszystkie fanki jej nienawidzą, jakie one są zazdrosne.
OdpowiedzUsuń